Wolność, kocham i rozumiem…

Od kiedy pamiętam uwielbiałam zmiany w moim wnętrzu. Kiedyś ograniczały się one do małego pokoju w domu rodzinnym w którym wolno mi było robić wiele, pod warunkiem, że rodzicielka wyraziła zgodę:) pod warunkiem, że nie naruszałam w istotny sposób budżetu rodzinnego:) i nie wychodziłam poza swoje terytorium, czyli całe 10m. A więc zawsze to coś, ale… czy taka wolność pod bacznym spojrzeniem rodziców to wolność? Wówczas marzyłam o takiej prawdziwej wolności, snułam plany i wizje moich czterech kątów  i zastanawiałam się jak to będzie , gdy kiedyś zamieszkam sama, sama będę podejmowała decyzje, czasem dobre czasem złe, ale co najważniejsze moje własne!

Pech chciał, że moja rodzicielka także uwielbiała wnętrza, uwielbiała zmiany i uwielbiała katować nimi innych.Cóż niby wariat wariata wnętrzarskiego powinien zrozumieć, ale nie w tym przypadku.  Byłyśmy na dwóch różnych biegunach wnętrzarskich potrzeb. Dwie uparte jak osioł baby walczyły o przeforsowanie swoich wizji. Ja chciałam wyjść poza schematy, trochę poszaleć , poeksperymentować, a moja mama hamowała moje zapędy. Miało być prosto, bez zbytniej ekstrawagancji,  na lata , bo każda zbyt śmiała ekspresja szybko się nudzi.I tak czas powolutku sobie leciał,  każda dała sobie w końcu spokój z ujarzmianiem drugiej i każda na swoim polu, ja oczywiście na nieco okrojonym, bo granica mojej twórczości kończyła się na drzwiach mojego pokoju, wprowadzała swoje wizje w życie.

A teraz po wielu latach… za każdym razem, gdy wprowadzam jakieś zmiany w swoim własnym wnętrzu, uśmiecham się na  myśl, co usłyszę z ust mojej mamy:

  • kładąc ciemne deski na podłodze -że to niepraktyczne
  • walcząc ze szlifierką i papierem ściernym przy renowacji komody-że tyle pracy i pyłu, a nie wiadomo jaki będzie efekt
  • tworząc ciemną sypialnię -że w takiej nie wypocznę
  • kładąc tapetę -że szybko mi się znudzi, a przecież kolor farby łatwiej zmienię

I mogłabym mnożyć tych przykładów i mnożyć… , a  przecież :

  • wolno mi zmieniać, eksperymentować, wolno mi popełniać błędy
  • wolno mi od rana latać z pędzlem i malować ściany w kolorze, który nam odpowiada
  • wolno mi chować by znów po chwili wyciągać wszelkie dodatki i ozdoby
  • wolno mi ustawiać stosy poduszek na moim łóżku, mimo iż ktoś powie, że to niepraktyczne i że strata czasu
  • wolno mi przez cały dzień latać z ramką pod pachą, by w końcu znaleźć dla niej odpowiednie miejsce
  • wolno mi w końcu leżeć i obmyślać kolejny plan remontowy

#WolnoMi to wszytko robić, bo to moje wnętrze. To ja i moja rodzina tu mieszkamy i to nam ma być tu dobrze. To my tu wypoczywamy, bawimy się, śmiejemy i kłócimy. Do czasu kiedy  tworzę przestrzeń dla moich bliskich, sprawia to mi i moim bliskim radość, do czasu kiedy szanuję ich zdanie i ich potrzeby, mogę szaleć do woli. To Nasza przestrzeń szyta na miarę, więc warto o nią walczyć!

A na koniec mogę tylko zacytować ” Wolność, kocham i rozumiem….”

A jak wygląda wolność w Waszych wnętrzach? Co wolno Wam robić?

źródło 1

Może również Cię zainteresować

14 komentarzy

  1. Aaaaa… skąd ja to znam:) Jak to rodzice mówią dzieci i ryby…no właśnie. Tez lubię się wyrzyć w swojej przestrzeni i lubię znać zdanie moich domowników, bo przecież to także ich dom. Pozdrawiam:)

  2. U mnie podobnie, tyle tylko, że mama konsultowała z nami niektóre rzeczy, a w innych miałyśmy pełną dowolność. Stąd przez kilka lat na ścianach zatriumfowały własnoręcznie przeze mnie malowane multikolorowe paski 🙂 Do dzisiaj siostra mi ich nie wybaczyła, bo ona wolała róże i coś bardziej romantycznego (a to sprzeczne z moją naturą :)). Teraz też nie usiedzę na miejscu i jak powiedziałam, że maluję w małym pokoju dwie ściany na granatowo, to krzyczeli, że ciemno będzie, że nora. A teraz przychodzą i kiwają głowami, że wcale nie ciemno i nawet elegancko 😀
    tak więc „wolności oddać nie umiem” 😀

    1. 😉 świetnie napisane! Też uskuteczniam dyskusje w rodzaju” zaufajcie mi, efekt będzie świetny…”. Moje niedowiarki też później chwalą i mowią, że zrobiłam fajna robotę:)

  3. Mam wrażenie, że kiedyś tak to z rodzicami było, że ta wolność była ograniczana:) Ja teraz mając swoje dzieciaki często pytam ich o zdanie, uczę ich dyskusji, sztuki wyboru.Oj jak przypomne sobie co ja w swoim pokoju wyrabiała. I to zwykle gdy rodzice wychodzili do pracy:) działo się działo!:)serdeczności:)

    1. To fantastyczna sprawa już od najmłodszych lat uczyć dzieciaki wyborów,sztuki dyskusji,konsekwencji podejmowanych decyzji. Taka rola rodzica, żeby kształtować nasze maluchy! Pozdrawiam:)

  4. Jasne że można!!!
    Trzeba być wolnym.
    Ja też słyszałam różne rzeczy od mamy ale nie tylko od niej.
    Zwłaszcza jak kupowałam stare meble żeby je przemalować – co się nagadała… Ale cieszę się że jej nie podsłuchałam.

  5. Też pamiętać swoje przejścia w domu rodzinnym oj a najbardziej jak pomalowalam sobie sosnowa szafę na zielono z żółtymi gałkami .oczywiście pod nieobecność rodzicówdo dziś to wspominamy

  6. Z moją rodzicielka miałam podobnie i dzisiaj też słuchałabym takich uwag, gdybym urządzała dom/mieszkanie. niestety wynajmuję i tutaj moja wolność się kończy 😉 Co do urządzania to jestem jak najbardziej za eksperymentowaniem. nie musi sie udać, możemy żałować decyzji, ale zdobywamy cenne doświadczenia i wiedzę. Pozdrawiam 🙂

    1. Każdy eksperyment wzbogaca nas i wiele uczy! A co do wynajmowanego mieszkania to wiadomo, ze wielkich remontów się nie robi, ale trzeba pamietać, że dodatki, rosliny, tkaniny mogą naprawdęzdziałać cuda i umilić nam to wynajmowane wnętrze:)Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.